Obserwatorzy

środa, 10 września 2014

Kolejna sesja z Asią:)

Dziś obiecane fotki z drugiej sesji zdjęciowej z Asią. Tydzień po klimatach bożonarodzeniowych przygotowałam dom do kolejnych ujęć, tym razem tzw. bez tematu:) 
Stąd bez zbędnego rozpisywania się (większość z odwiedzających stronę na pewno zna nasze kąty) przedstawiam co następuje: 
zaczęłyśmy od salooonu:)
 
 To już nasza czwarta sesja, tym razem również do Mojego Mieszkania, od poprzednich niewiele się w naszym domu zmieniło poza małą galerią prac naszego Franka, która wisi na głównej ścianie w salonie.
 
Później przeniosłyśmy się do kuchni -tutaj miałam zamiar pokazać nowe lniane zasłonki, które uszyła mi jak już wspominałam przy poprzednim poście - Marta z Meis Ideis. Nie potrafię jednak zrobić dobrego zdjęcia okna stąd zasłonki nie są dobrze widoczne ale są absolutnie przepiękne. Z dwukolorowego lnu cieniutkiego jak pielucha, wiązane na troczki, dziękuję raz jeszcze Marta!
 
 
 
 
No i nasz ukochany byfyj:)
 
 
 Ta dekoracja wisi nad kuchenką
 Punktem kulminacyjnym spotkania była zupa dyniowa:)
 
 
Sypialnia - tutaj również bez większych zmian:)
 
 
Łazienka
 
Przedpokój
  Wiatrołap - pomalowaliśmy na biało szafę zakopiańską (a właściwie pomalował nam ją "nasz" Piotr stolarz:) ponieważ z biegiem czasu brzydko zżółkła i choć uwielbiam naturalny kolor drewna, do tego pomieszczenia bez okien nie pasowała, było po prostu bardzo, bardzo ponuro....
 Wydaje mi się, że w bieli z zachowanymi rzeźbieniami wygląda o wiele korzystniej
 Tak sentymentalnie trochę - pierwsze, wysłużone buciki Franka....
Wejście do nowego pokoju Franka - przed urodzeniem Kaliny miałam tutaj swój tzw. gabinet, z książkami, komputerem i stosem domowych przydasiów.
Obecnie w tym małym pokoju, ma ok. 7m2 urzęduje nasz Franek, który na okoliczność rozpoczęcia edukacji w szkole doczekał się w końcu swojego pokoju. W tym miejscu muszę nadmienić, że cały ciężar remontu tego pomieszczenia wziął na siebie Tomek, który przez pół roku w chwilach wolnych gipsował, malował ściany, tapetował, szlifował i przecierał na biało deski - zarówno na ścianach jak i na suficie, skręcał, montował lampy, słuchał moich narzekań i poganiania:) Musieliśmy też zmienić ogrzewanie podłogowe na grzejnik, który wisi pod oknem.
 W związku z brakiem miejsca jedynym wygodnym rozwiązaniem w pokoju naszego pierwszaka było widoczne na zdjęciu łóżko piętrowe. Pierwotnie chcieliśmy zlecić jego wykonanie fachowcowi ale po zaproponowanej cenie szybko zrezygnowaliśmy. W międzyczasie okazało się, że nasz znajomy ma do oddania łóżko piętrowe, sosnowe i to dokładnie o takich wymiarach jakie potrzebujemy. Łóżko przemalowaliśmy, a pod spodem urządziliśmy Frankowi szafę, w której pomieściły się nie tylko jego ubrania, buty i plecaki ale również zabawki. Szafa zamykana jest na drzwi przesuwne, ma dwa skrzydła pomalowane farbą tablicową a na dwóch naklejono mapę świata i białą folię przystosowaną do mazaków suchościeralnych.
 Tak wygląd miejsce spania na samej górze:) Jest tam bardzo przytulnie i generalnie wszystkie spotkania kolegów i koleżanek Franka zawsze odbywają się "na wysokościach":)
Po lewej stronie od tablicy wiszą przybory do pisania, mazaki, kredy ale i nożyczki, kleje itd. i worek na buty, który uszyłam już kilka dobrych lat temu - teraz do kompletu uszyłam z tego samego materiału niby zazdrostkę na okno:)
 
 
 
 
 
Po prawej stronie okna, we wnęce stoi wysoki słupek szafek również zaprojektowanych przez Tomka. Płyty meblowe zamówiliśmy w internecie, przyszły w idealnym stanie, solidnie wykonane na wymiar. Szafa mieści książki i przybory szkolne Franka, na samej górze modele samolotów, które nigdzie indziej się już nie mieszczą:( 
 To już ostatnie godziny pracy u nas, ściskam Cię mocno Asia i dziękuję za wszystko!
 Myślę, że to już nasza finalna "sesyjna" przygoda w tym roku:) 
Pozdrawiam ciepło i do następnego! 
O jabłkach będzie:)

sobota, 16 sierpnia 2014

A u nas znów Święta:)

Od kilku tygodni znów pochłonięta byłam przygotowaniami do Świąt Bożego Narodzenia, podobnie jak w ubiegłym roku kiedy także w sierpniu robiliśmy zdjęcia do mojej książki. Tym razem miałam przyjemność przygotowywać stylizację w naszej kuchni i salonie do świątecznego wydania Mojego Mieszkania, które ukaże się w listopadzie br. Kiedy Asia zadzwoniła do mnie z propozycją sesji, zgodziłam się bez wahania - praca z nią to wielka przygoda:)
Zaraz po przyjeździe z wakacji zaczęło się wielkie pieczenie, gotowanie, sprzątanie, dekorowanie.....w sumie dwa tygodnie w świątecznej aurze, dzieci na szczęście nie upominały się o prezenty, chyba się już przyzwyczaiły do tych moich bożonarodzeniowych akcji w środku lata:)
 
 
Przy okazji sesji nieskromnie pochwalę się moim spełnionym marzeniem od wielu lat (no może "marzenie" to za szumne słowo, moje marzenia w głębi serca są raczej z tych niematerialnych) ale jak by nie było dostałam od mojego Tomka zupełnie bez okazji, ot tak takiego Kiciusia:) Jest absolutnie piękny i niesłychanie ciężki. Mam nadzieję napisać osobny post na jego temat, teraz ten post byłby nieznośnie dłuuuuuugi....


Ciasteczka cieszyńskie, obowiązkowe na święta piekłam ponad tydzień



A poniżej na zdjęciach przybornik, który zamówiłam u naszej blogowej koleżanki Marty z Meis Ideis. Zawsze brakowało mi takiej lnianej dekoracji na bardzo dużej ścianie kuchennej z cegły, a skoro len to przecież nikt inny jak Marta! Wiedziałam, że szyje cudnie ale to co otrzymałam przeszło moje oczekiwania, jest niesłychanie perfekcyjna i baaardzo szybka! Marta zgodziła się również uszyć dla mnie lniane zasłonki, z lnu cienkiego jak siateczka ale te pokażę z kolejnym postem:) Marta, DZIĘKUJĘ!!!
 

Asia przyjechała do mnie z wiankiem, który widać poniżej,  miał posłużyć tylko do stylizacji ale słysząc moje jęki zachwytu nad nim został już na zawsze:) Pochodzi z pracowni Greendeco, jest przepiękny!

 
 
Ten szary wianek to też Greendeco, zakupiłam go w zeszłym roku. Zachwyciłam się nietuzinkowym połączeniem bombek i storczyków, rzadko stosowanym kwiatom w okresie świątecznym.

 
 
Taka sesja, tym razem akurat do działu Skarby kuchennej szafy to cały dzień pracy i kilkanaście dni wcześniejszych przygotowań. To dosyć duże obciążenie dla domu mając dwójkę dzieci ale i bardzo duża satysfakcja z efektów. Atmosfera, którą wprowadza Asia w trakcie pracy jest wyjątkowa i nie piszę tego z myślą o kokieterii. Piszę z czystej sympatii dla tej wyjątkowej dziewczyny, z którą można porozmawiać jak z dobrą przyjaciółką. Zresztą kto zna Asię wie o czym piszę:)
 

 

 
 
 
 

 
To tyle tym razem, kolejny post też "sesyjny" będzie:) Wczoraj robiłyśmy z Asią sesję całego naszego domu, tym razem już bez świątecznych klimatów lecz nadal dla Mojego Mieszkania. 
Pozdrowienia serdeczne dla tych , którzy to jeszcze zaglądają bo przerwy w blogowaniu zapewne zniechęcają ale jak wiecie okrutnie mało czasu na wszystko. Do następnego!