Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DIY dla dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DIY dla dzieci. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 listopada 2014

Życie, po prostu

 Miło mi poinformować, że dziś w najnowszym, świątecznym wydaniu Mojego Mieszkania ukazał się materiał z nami i naszym domem w bożonarodzeniowych klimatach:) Zdjęcia autorstwa Asi z Green Canoe, nad którymi pracowałyśmy w środku lata tego roku. Dziękuję ogromnie za fajną przygodę jaką jest sesja i współpraca z magazynem!
 
 Przy okazji - dostarczyłam także "świeże" książki do księgarń, o których wspominałam w zeszłym roku tutaj klik. Są także dostępne w sklepie internetowym w prawym bocznym pasku bloga. Zapraszam!
Październik jak zawsze miał być piękny - w jesiennych klimatach, w ogrodzie pełnym dyni, w cudnej zazwyczaj jeszcze pogodzie - w tym czasie obchodzimy już od siedmiu lat urodziny Franka. Wszystko zapowiadało się dobrze ...lecz nie do końca tak było. Ale zanim coś więcej na ten temat kilka urodzinowych fotek, które w tym roku przygotowaliśmy w indiańskich klimatach na życzenie samego Solenizanta:) Najpierw zrobiliśmy zaproszenia w formie tipi, które bardzo przypadły dzieciom do gustu. 
 
Urodziny dla koleżanek i kolegów z klasy Franka po raz pierwszy zorganizowaliśmy w Miejskim Domu Kultury przede wszystkim ze względu na ilość dzieci i fachową oprawę całej imprezy, ja przygotowałam na ową okoliczność tylko wypieki, był więc tort chałwowy, który upiekłam wg przepisu Olgi Smile, z opłatkiem i kolorowymi drażetkami wokół, drobne ciasteczka, ciepłe lody i inne pyszności. Obfitość atrakcji przygotowanych przez prowadzących, niespodzianki, moc emocji jakie dzieci przeżywały (jeśli jesteście z okolic Bielska polecam bez wahania grupę Pozytywka) przyczyniły się do... jak to określił Franek - najlepszych urodzin w Jego życiu:) Fajnie:)     
Były też rzecz jasna urodzinowe muffinki dla grupy małych modelarzy, z którymi Franek bardzo się związał szczególnie po Jego największym życiowym osiągnięciu:w zawodach w Toszku gdzie został II Wicemistrzem Polski modeli latających sterowanych mechanicznie. Jesteśmy pod ogromnym wrażeniem tego co zrobił kiedy wypuszczał w niebo model większy od niego, a osiągnął jeden z najlepszych wyników:) Zresztą był tam najmłodszym zawodnikiem. Ten sukces byłby niemożliwy gdyby nie ogromna pasja Jego nauczyciela i opiekuna grupy, który był kiedyś również nauczycielem Tomka. To wyjątkowy człowiek, rzec by można: takich ludzi już nie ma...
 
A potem zaczął się sezon na dynie, te poniżej to ostatnie zbiory Hokkaido, jak dla mnie najlepszej dyni jaką wyhodowałam. Przede wszystkim jest pyszna, cudnie pomarańczowa, z mięką skórką, którą nie trzeba nawet obierać po upieczeniu, łatwa w uprawie i baaardzo zdrowa. Zaczęłam znów gotować zupy kremy z dużą ilością imbiru, papryki,curry. Dynie (pokrojoną w większe kostki) zawsze najpierw podpiekam na papierze w piekarniku nagrzanym do ok. 180-200 stopni ok. 20min, później w zależności od potrzeb zazwyczaj miksuję na gładko i wykorzystuję pulpę np. do pieczenia muffnek lub ciasteczek, pozostałą pasteryzuję w słoikach na zimię.
Niedawno wypróbowałam przepis na ciasteczka dyniowe  - mięciutkie w środku, lekko korzenne, bardzo długo utrzymujące świeżość. W oryginalnym przepisie podane są z lukrem ale bez niego wydają mi się jeszcze lepsze. Jeśli lubicie ciasto marchewkowe to te ciasteczka przypadną Wam do gustu.

Przepis zaczerpnęłam z Your Homebased Mom.
Składniki podane są w tzw. cups, jedna miarka cup ma 250ml, żeby zaoszczędzić sobie czasu wiecznego przeliczania produktów czy ważenia, a często korzystam z blogów zagranicznych, zakupiłam stosowne miarki, ostatnio fajne do nabycia w moim ulubionym sklepie Duka. Jeśli macie ochotę na te ciasteczka podaję przepis wg cups-filiżanek:

Ciasteczka dyniowe
Składniki
 1 filiżanka masła
pół filiżanki brązowego cukru
pół filiżanki białego cukru
1 filiżanka puree dyniowego
1 jajko
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
2 filiżanki mąki
1 łyżeczka sody
1łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka cynamonu
pół łyżeczki soli
Lukier
3 łyżki masła
pół filiżani brązowego cukru
1/4 filiżanki mleka
2 filiżanki cukru pudru
Utrzyj masło i cukier, dodaj dynię, jajka i wanilię a na koniec resztę składników. Za pomoca łyżeczki uformuj małe "kupeczki" na papierze do pieczenia. Masa jest dosyć klejąca i być może nie uda nam się za każdym razem zrobić idelanie okrągłych ciasteczek ale nie o to tutaj nam chodzi:) Pieczemy ok. 15 min w temp. 180 stopni. Piekłam z teermoobiegiem, ciasteczka ładnie rosną.
Lukier: roztapiamy masło i dodajemy brązowy cukier, mieszamy tak długo aż uzyskamy gładką masę. Dodajemy mleko i cukier puder, miksujemy na gładką masę. Ostudzone ciasteczka smarujemy lukrem i pozostawiamy do wysuszenia. Smacznego!
 Kolejny przepis z dynią w roli głównej zaczerpnęłam z książki "Ciastka i ciasteczka" Beaty Woźniak, muffinki są pyszne:) Zrobiłam wersję lux z polewą czekoladową i maleńkimi dyniami, które ulepiłam z masy marcepanowej. Przepis prosty i szybki:
Muffinki z dynią
Składniki:
50 dag dyni bez skóry
1 szklanka mąki pszennej
1/2 szklanki oleju
2 jajka
4 łyżki cukru pudru
2 łyżki brązowego cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka cynamonu 
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
szczypta soli
Przygotowanie:
Dynię pokroić w kawałki, ułożyć na blasze wyścielonej pergaminem i piec ok. 20-30 min w temp. 180-200 stopni. Wystudzić, zmiksować na puree.
W misce wymieszać mąkę, cukry, proszek do pieczenia, sodę, cynamon i sól. Jajka zmiksować z dynią i olejem, wsypać składniki sypkie i wymieszać. Ciasto przelać do foremek, piec ok. 25 min (do tzw. suchego patyczka), ostudzić. Polecam:)
 
A potem nastał czas napięc, stresu, smutku, strachu i choć prawie wszytsko dobrze się skończyło w głowie pozostały obrazy, ułamki sekund tamtych chwil i oczywista prawda, że co ma być to i tak będzie.U mnie, podobnie jak u mojej mamy wszytsko zaczyna się od snu, pewnego, schematycznego, który powtarza się za każdym razem kiedy dzieje się coś złego. I tym razem tez tak było i gdybym sama tego nie doświadczyła nie uwierzyłabym nikomu kto zapewniałby mnie, że wierzy w sny. Ja wierzę, niestety...
Zdarzyło się wiele nieprzyjemnych sytuacji, najgorsza jednak była ta związana z naszą córeczką. Kalina  upadła tak nieszczesliwe, że głowę miała skręconą w stosunku do tułowia chyba o 180 stopni. Stałam obok niej kiedy to się stało, gdy podniosłam Ją z podłogi nie reagowała na mnie, wisiała mi na rękachach jak roślina, patrzyła w jeden punkt. Nie jestem w stanie opisać co czułam w tym sekundach, wszytskie myśli na raz wypełniały moją głowę, to było najgorsze doświadczenie w moim życiu. Po kilku minutach zaczęła kontaktować, w tym czasie zdążyłam już zadzwonić po pomoc, moje auto po wypadku, Tomek w delegacji, ja sama z dziećmi. Pomogło nam wiele osób, począwszy od samej podróży do szpitala skończywszy na opiece w szpitalu. Jestem im dozgonnie wdzięczna. A samo dotarcie do szpitala jak się okazuje nie jest takie proste: w naszym miejskim szpitalu lekarz pediatra całe badanie Kaliny ograniczył do hasła: AKUKU! i powiedział, że powinniśmy wiedzieć, że z urazami to od razu mamy jechać do kolejnego szpitala. Zapakowaliśmy Kalinę do auta i pojechaliśmy następne 30km do następnego szpitala, tam już nikt nie bawił się z nami w Akuku, zbadano dziecko, zostaliśmy na obserwacji, nic poważnego się Kalinie nie stało. To tylko szybka relacja z tego zdarzenia, faktycznie trwało to dla mnie wieczność i kosztowało sporo nerwów. Ktoś powie: "życie"...... czasem się zastanawiam ile takich i jeszcze trudniejszych sytuacji przede mną....
Obecnie dzieci chorują, mamy w okolicy prawdziwą plagę wirusa, jesteśmy w domu i tworzymy by jakoś przejść ten czas. Wzięliśmy się za masę solną, zabarwiliśmy ją barwnikami spożywczymi na różne kolory i powstały mniej lub bardziej udane prace. Kalinka jest jeszcze na etapie kiedy o ile nie zje tej masy:) o tyle lubi rozcierać ją między palcami lub na blacie.

 Zrobiliśmy głównie koraliki na bransoletki - to będą prezenty bożonarodzeniowe dla dziewczynek w naszej rodzinie, serduszka i inne zawieszki na prezenty, Franek zrobił lampkę do roweru! i świecznik dla Babci:)
 
W masie, która nam została dzieci odcisnęły swoje dłonie, powiesiłam je na ścianie na pamiątkę, na odwrocie widnieje data powstania.
 Od jakiegoś czasu intensywnie korzystam z pomysłów na zabawy typu DIY z dziećmi na przeróżnych blogach, również zagranicznych, np. tutaj wypatrzyłam pomysł na sówki, które oprócz elementu mocowania wstążki w skorupce orzecha są szalenie proste do wykonania, Franek był zachwycony:)
 Przy okazji zrobiliśmy kolebkę z niemowlęciem, którą natychmiast zaopiekowała się Kalina:)
 Jesteśmy już także na etapie robienia kartek świątecznych, które mam nadzieję pokazać za jakiś czas, i choć myślimy już o Adwencie, samych świętach, urodzinach Kaliny, to mam wrażenie, że żyjemy jednak tylko dniem dzisiejszym starając wycisnąć się z niego tyle ile się da bo przecież jutra może już nie być. Brzmi zbyt pesymistycznie...wiem ale realnie. Do następnego zatem! Dziękuję za pamięć!!!
Magda