Obserwatorzy

poniedziałek, 4 lipca 2011

Słodko - kwaśne smaki

Słodko - kwaśna kombinacja według mnie najlepiej prezentuje się w zestawieniu z porzeczkami, zwłaszcza czarnymi. Za surowymi porzeczkami nie przepadam natomiast te przetworzone z dodatkiem słodyczy to już zupełnie inna historia:) Odkąd w zeszłym roku liska opublikowała przepis na krajankę z porzeczkami robię ją w sezonie przynajmniej raz w tygodniu a w trakcie roku dopóki starczy mi mrożonych porzeczek. Krótko mówiąc krajanka warta polecenia: słodko-kwaśna, wilgotna w środku, na drugi dzień po upieczeniu jeszcze lepsza i bez bezowego wierzchu z białek za którym nie przepadam:(
Ja zmodyfikowałam trochę przepis i zamiast zwykłej mąki pszennej dodaję razowej.
Kolejny słodko-kwaśny przepis pochodzi z książki Joanny Krzyżanek "Cecylka Knedelek i ulica Ciasteczkowa" gdyż nasza miłość z Frankiem do tej serii książeczek nadal trwa:) Ciasteczka maślano - cytrynowe (kiedyś podobne robiłam już na Wielkanoc) z imionami dzieci, które teraz w okresie letnim często u nas bywają:)
Na sam koniec jeszcze jedne ciasteczka dla dzieci, chyba najprostsze jakie do tej pory robiłam a mianowicie Ciasteczka Franklina (też z blogu White Plate), też na mące razowej zamiast pszennej.
 I tak sobie pieczemy z Frankiem w te ostatnio deszczowe wakacyjne dni. Za kilka dni słońce ma ponoć zaświecić nieco jaśniej niż dotychczas stąd żegnam się optymistycznie, dziękuję za miłe komentarze i do następnego!


poniedziałek, 27 czerwca 2011

Skansen - moje klimaty....

Dla nas Ślązoków Chorzów kojarzony był od zawsze albo z Wesołym Miasteczkiem (wg. mnie tak do końca to wesołe ono nigdy nie było....:( albo z zoo, ewentualnie by nie narazić się sympatykom piłki nożnej z Ruchem Chorzów. Poza tym nic ciekawego wydawać by się mogło to przemysłowe miasto  nie miało do zaoferowania. Tymczasem okazuje się jednak, że w środku śląskiej aglomeracji można znaleźć prawdziwą perełkę  - Górnośląski Park Etnograficzny, skansen z architekturą m.in. Śląska Cieszyńskiego sięgającą początków XIX wieku. Byliśmy tam, podziwialiśmy drewniane chaty, szkołę z Wapienicy (z 1853r), haftowane makatki, gliniane dzbany, emaliowane naczynia, cudne wiejskie zagrody, piece chlebowe gdzie na bieżąco można było kupić kromkę chleba ze smalcem i powędrować dalej. W okresie wakacyjnym czynna jest także kuźnia, w której pracuje kowal - jego wyroby można zakupić na miejscu, organizowane są koncerty, warsztaty rzemiosła ludowego itp.  Nacieszyłam oczy i duszę, to klimaty bardzo bliskie mojemu sercu bo z moich rodzinnych stron. Wiem z przekazów, że moja prababcia właśnie tak żyła.......Kilka fotek zatem:
naszemu Frankowi wbrew pozorom też się podobało :)
 Mogłabym tam zamieszkać na stałe!
pozdrowienia:)


piątek, 24 czerwca 2011

Z serii "przed i po" - część 2

Nie pokazywałam na blogu jeszcze naszego domku drewnianego na narzędzia ogrodowe i rabaty wokół niego, która powstała w tym roku. W archiwum naszej budowy znalazłam kilka fotek z miejsca, gdzie dziś stoi tzw. drewutnia:)
Tu gdzie stoi koparka dziś mamy drewniany domek
(pamiętam jak pompami dzień i noc ściągaliśmy z tego miejsca wodę z działki:(
 Poniższy drewniany domek zakupiony został w Leroy Merlin
(nie ukrywam, że marzyłam o góralskiej stolarce ale cóż.......może next time:)
Wokół domku Tomek wyłożył 3 miesiące temu płyty kamienne, które pozostały nam z budowy cokołu; ja zasadziłam między nimi karmnik ościsty
Po ścianach domku wspina się róża pnąca Sympatia, pod nią zasadziłam lawendę a wokół niej obwódkę z szałwii omszonej - jak na razie wszystko pięknie rośnie (oczywiście nie obyło się już bez oprysków na mszyce). Tą rabatkę zrobiłam dosłownie na 3 tygodnie przed przyjazdem ekipy z Werandy Country:) - nie była jakoś specjalnie przemyślana ale efekt mnie cieszy.
Muszę się znowu pochwalić moją ulubioną rabatą od strony północnej domu. Kiedyś już o niej pisałam ale dziś chciałam Wam pokazać jak wygląda w pełnym rozkwicie bo kwitną nie tylko funkie ale przede wszystkim tojad na piękny niebieski kolor. To jedna z niewielu bylin, która w cieniu zachowuje śliczny soczysty kolor, niestety ma jedną poważną wadę - jest trujący (najbardziej jego korzenie) stąd jego ludowa nazwa to mordownik. Po przekwitnięciu ścinam go do samej zmiemi skąd staje się całkowicie niewidoczny bo ukryty między gąszczem funkii.
Z tej oto rabatki jestem naprawdę dumna bo wyszła tak jak dokładnie chciałam - nie jestem żadnym ogrodnikiem z wykształcenia, nie mam też potrzebnej wiedzy w tym zakresie a wszystko co wiem pochodzi jedynie z paru podręcznych książek jakie mam w domu. Miało być bujnie, w miarę chłodnej tonacji, miało się rozrosnąć szybko i przepleść nawzajem. Co najważniejsze - miało być prawie do cienia. I tak jest, podoba mi się bardzo, bardzo. Żeby nie było, że wszystko u nas tak cudownie rośnie powiem tylko, że z resztą rabat od strony tarasu mam pewne kłopoty - np. usechł nam po dwóch latach całkowicie klon palmowy...:(


Na przeciwległej stronie rabatki z tojadem bardzo dobrze rozrastają się bodziszki i w końcu kwitną! Też posadzone tej wiosny.
Za nimi za kilka tygodni stawiamy wiatę na samochody i powstanie kolejny teren zieleni do zagospodarowania ale póki co nie mam żadnego ciekawego pomysłu:(

Z kolei na tym zdjęciu przed tzw. blaszokiem (2006r.)....
 powstała duża rabata w odcieniach czerwieni, którą już ostatnio pokazywałam ale bez kwitnącej teraz róży okrywowej szczepionej na pniu -Tommelise. Strasznie ją lubię ponieważ:
1. ma przecudny intensywny kolor kwiatów,
2. kwitnie non stop praktycznie aż do przymrozków,
3.znosi wszystkie moje mniej lub bardziej nieporadne cięcia:),
4. przetrwała ciężką zimę bez okrycia!

Pod nią szalenie szybko rozkrzewia się kocimiętka, przypomina mi swoim rozrastaniem jasnotę plamistą, która pokryła wszystkie puste przestrzenie pomiędzy funkiami.
Mam nadzieję, że nie zanudziłam nikogo tymi ogrodowymi kadrami ale naprawdę cieszę się ogromnie z każdego dobrze rosnącego kwiecia! Nigdy bym nie przypuszczała, że ogród może sprawiać tyle radości (oczywiście poza pieleniem!!!)
Widokiem z naszego okna żegnam się radośnie!
ps. zapomniałam wspomnieć, że posadziliśmy dziś 21 sadzonek jasnoróżowej okrywowej róży The Fairy wzdłuż płotu tylko nie zdążyłam jej jeszcze zrobić sesji:)






czwartek, 23 czerwca 2011

Trochę czerwcowego kwiecia

Z okolicznych pól - zwykłe, proste, polne kwiaty - takie lubię najbardziej:)
Z naszego ogrodu - róża pnąca
Róża rabatowa
 
Nagietkowa obwódka warzywniaka
(nagietki rozsiewają się same, ew. w puste miejsca wiosną dosadzam własne nasionka)
 
Jutro zaczynamy sadzić róże okrywowe The Fairy wzdłuż płotu od strony drogi, na odcinku ok. 20 m.
Mam nadzieję, że się przyjmą i rozrosną na tyle by wykluczyć raz na zawsze koszenie tego przydrożnego pasa zieleni.
Pozdrowienia weekendowe:)