Post niniejszy będzie w całości ... od kuchni:)
Uprzedzam, będzie przydługawy ale sporo nowości w naszym Słoneczku, które chciałam pokazać.
Tak naprawdę ten post napisałam w odpowiedzi na wciąż powtarzające się pytania, które zadajecie w mailach dotyczące najważniejszego mebla w naszej kuchni czyli kredensu, a po śląsku tzw. "byfyju".
Toteż aby nie powtarzać się w nieskończoność mam nadzieję raz a dobrze odpowiedzieć na najczęstsze Wasze pytania.
Skąd go mamy: z domu rodzinnego Tomka, a w prawie każdym śląskim domu taki czy podobny temu byfyj był. Myślimy, że ma blisko 100 lat. Odkąd zobaczyłam go po raz pierwszy już kilkanaście lat temu na strychu starego domu, całego zakurzonego i w wielkim stopniu zniszczonego przez korniki wiedziałam, że pewnego dnia stanie w mojej kuchni i tak też się stało:)
Kto i jak go odnawiał: pod koniec budowy, na kilka miesięcy przed przeprowadzką i porodem kiedy to naprawdę już na nic nie było czasu zleciliśmy miejscowemu stolarzowi jego odnowienie. Zaczęło się oczywiście od złuszczania starej farby, wymiany nóżek na całkowicie nowe bo stare były doszczętnie zjedzone przez korniki, wymianie szybek w okienkach (wzór wybierałam sama a resztę robiła nam godna polecenia firma Jak Szkło). W celu uzupełnienia ubytków po czyszczeniu zastosowano szpachlówkę (kit do drewna:). Po wyschnięciu znów szlifowanie i malowanie dwukrotne pistoletem farbą olejną półmat dostosowaną do koloru reszty mebli w kuchni. To tyle:)
Myślę, że gdyby czas nas tak nie gonił i perspektywa narodzin dziecka to sami wzięlibyśmy się za odmalowanie mebla. Na strychu pozostały jeszcze inne meble pasujące do kredensu, komoda, przybornik itd. co docelowej kuchni nadałoby zdecydowanie bardziej rustykalny charakter ale z racji ograniczonej przestrzeni niestety zdecydowaliśmy się na zabudowaną kuchnię.
Pozostając w temacie kuchni: dostaliśmy w spadku od Mamy Tomka stary, poniemiecki krzyż, który stoi na kredensie i z którym wiąże się bardzo długa historia...
Kuchnia cd.
Ostatnimi czasy zaopatrzyłam się także w kilka nowych, jakże "niezbędnych"! gadżetów.
Zakupiłam (tutaj) tabliczkę z napisem Kitchen oraz pojemnik na musztardę:)
Podczas Dni Kultury Beskidzkiej w Wiśle natknęliśmy się na stoisko z The Old House, które do tej pory znałam tylko z sieci. Mieliśmy okazję poznać Panią, która projektuje i szyje oferowane tam wyroby. Poniższą ściereczkę zakupiłam na pamiątkę:) Na pewno znacie tą firmę i wiecie jakie bajkowe rzeczy oferuje ale ceny mnie powaliły.......:(
Nabyłam również swój upragniony wieszak na zioła, na który polowałam już od zeszłego roku ale nigdzie nie mogłam znaleźć zwykłego, prostego bez zdobień w kolorze ecru aż w końcu wypatrzyłam:)
Suszymy na nim naszą miętę
Kolejne kuchenne skorupy nabyłam dzięki cennym wskazówkom Izy w TkMaxx'ie. Dziękuję Ci jeszcze raz serdecznie:) Dzbanki, kubki i cedzak w kolorze ecru, o którym dawno marzyłam
Znalazłam także świetnie wydany i oprawiony pięknymi zdjęciami w stylu retro organizer ogrodnika:)
Nie wiem jak Wy notujecie swoje zapiski ogrodnicze ale ja mam stos karteczek, karteluszek, wycinków z gazet byle jak porozrzucanych w pudełku. Teraz aż chce mi się wszystko przepisać bo nareszcie będzie porządek. Organizer jest w całości w języku angielskim:
Myślałam, żeby już zakończyć tego posta ale muszę się Wam jeszcze pochwalić co ostatnio popełniłam:
wyhaftowałam moją ulubioną dziewczynkę w czepku na ścierkach kuchennych także z Tk Maxx'u, które urzekły mnie swoją prostotą. W czasie jak haftowałam ściereczkę oglądaliśmy razem z Frankiem Dzieci z Bullerbyn, a że pałamy ogromną sympatią do tego filmu jednym okiem spoglądałam na telewizor drugim na haft i pojawiło się trochę krzywizn:(
No to już na sam koniec częstuję własnym upieczonym chlebkiem bananowym (przepis Liski), bardzo przydatny jeśli w domu macie akurat baaaardzo dojrzałe banany, które ja aż wstyd się przyznać zawsze wyrzucałam bo nie nadawały się już do zjedzenia ale ręczę Wam, że do tego chlebka nadają się wyśmienicie. Ciasto robi się max. 15min:)
Mam nadzieję, że dotrwaliście do końca i nie zasnęliście jeszcze:)
Udanego tygodnia i do następnego!
ps. zapomniałam dodać, że niedawno otrzymaliśmy informację z Werandy Country odnośnie naszej sesji, iż planowana jest do wydruku na wiosnę przyszłego roku ze względu na wiosenny charakter zdjęć:)